Odczuwanie satysfakcji

Ważnym kryterium odczuwania satysfakcji i radości związanego z urodzeniem dziecka lub jej braku jest subiektywna ocena przez matkę warunków społecznych i atmosfery w jakiej odbywa się poród oraz poczucie panowania nad sytuacją i możliwość wyboru i podejmowania decyzji. Na wstępie kilka uwag ogólnych:

  • Poród jest aktem fizjologicznym
  • Poród jest procesem społecznym
  • Poród jest ważnym wydarzeniem rodzinnym
  • Poród jest ważnym wydarzeniem wspierającym psychikę przyszłej matki, dającym poczucie kompetencji i siły potrzebnych do dalszej opieki nad dzieckiem ( „Skoro potrafiłam sama urodzić dziecko…”)
  • Poród czasem bywa procedurą medyczną. Oby jak najrzadziej…

Poród w szpitalu zapewnia niewątpliwie obecność wykwalifikowanego personelu i niezbędnej aparatury. Kusi obietnicą zapewnienia pełnego bezpieczeństwa matce i jej dziecku. I bez wątpienia zasadnicza korzyść z porodu w szpitalu polega na dostępności personelu fachowego i niezbędnego wyposażenia. Kłopot w tym, że korzyść z porodu w szpitalu odnoszą głównie pacjentki, u których występują powikłania ciąży i porodu. W sumie około 10 -15 procent rodzących.

 

Prawdopodobnie część matek nie wymaga porodu w warunkach szpitalnych i nie odnosi z niego żadnych korzyści.

W Wielkiej Brytanii oceniono, że około 40% porodów mogłoby się z powodzeniem odbywać w domu. Rodzenie dzieci w szpitalu nie przynosi tym matkom żadnej korzyści. W Holandii w domu odbywa się 35 % porodów! Zastanówmy się jakie koszta ponoszą kobiety rodzące w szpitalu.

Najbardziej oczywistym i uznanym czynnikiem niekorzystnym jest narażenie na zakażenie połogowe rodzącej i noworodka. Przed erą antybiotyków zakażenie połogowe (gorączka połogowa) było odpowiedzialne za śmierć kilku procent rodzących. Współcześnie zapewnienie odpowiedniego zmniejszenia ryzyka zakażenia połogowego jest jednym z najważniejszych wyzwań i nawet współcześnie pomimo zastosowania nowoczesnych rozwiązań sal porodowych i oddziałów położniczych (Rooming In) ocenia się, że znaczna część noworodków (nawet 20-30%!) wynosi do domu na pamiątkę po odbytym porodzie jakieś zakażenie.

Istota problemu tkwi prawdopodobnie w tym, że 90% zakażeń wewnątrzszpitalnych przenosi się na rękach personelu.

Niekorzystną wydaje się więc sytuacja, w której jedna położna zajmuje się kilkoma pacjentkami lub kilkoma noworodkami jednocześnie. Istnieje wtedy podwyższone ryzyko transmisji patogenów (bakterie, grzyby, wirusy) między pacjentami. Również niekorzystne jest rozwiązanie jednego węzła sanitarnego dla kilku sal rodzących i pacjentek po porodzie, wspólnych kuchni i zmywalni czy pralni.

Płód w ostatnich tygodniach ciąży otrzymuje przez łożysko komplet przeciwciał przeciw patogenom, z którymi zetknęła się matka (znajdującym się na skórze i błonach śluzowych matki i w jej naturalnym środowisku). Te przeciwciała są też wydzielane do mleka w czasie laktacji. Noworodek nie posiada natomiast ochrony przed bakteriami, z którymi matka nie miała kontaktu. Dotyczy to zwłaszcza szczepów ze środowiska szpitalnego.

Stres i brak prywatności

Z punktu widzenia psychologii istotnym elementem stresu związanego z sytuacją kryzysową jest subiektywne poczucie kontroli nad jej przebiegiem. Każdy element zwiększający poczucie kontroli i panowania nad sytuacją przez rodzącą zwiększa jej komfort i zmniejsza napięcie i uraz związany z tą sytuacją. Przeciwnie, każdy element utraty kontroli lub poczucie ubezwłasnowolnienia i bycia przedmiotem a nie podmiotem akcji narusza poczucie bezpieczeństwa i stanowi o negatywnym odbiorze porodu przez rodzącą.

Wydaje się, że istotne znaczenie dla kobiety w tak trudnej sytuacji, jaką jest poród ma jej ocena, kto się jej przygląda i kto jej dotyka. I czy wyraziła ona na to dotykanie zgodę. Czy Oddziałowa zapyta pacjentkę o zgodę przed badaniem? A zaraz wizyta Ordynatora na Sali Porodowej. On musi przecież też zbadać bo odpowiada za wszystko, ciąży na nim brzemię.  W domu mama wybiera sobie sama osoby, które mają jej pomóc. Którym ufa i których się nie obawia. Może tylko sama położna? Lekarz może przecież poczekać w salonie przy herbacie (w filiżankach do kawy). Mąż w domu też jest gospodarzem a nie kukłą odzianą w włókninowy skafander z czepkiem stojącą w kącie i obawiającą się odezwać by nie urazić… Poza tym po porodzie zostają wszyscy siebie.. W DOMU.. Bardzo niewiele szpitali oferuje mężowi możliwość pozostania  po porodzie razem ze swoją rodziną dłużej niż kilkadziesiąt minut. Potem może już sobie iść.. W domu może zostać. No i jeszcze jeden ważny aspekt. W domu nie ma tak zwanej wizyty na położnictwie.  Wizyta ta jest, jak się wydaje, stałym elementem ucisku położnic niezależnie od województwa. Otóż z jakiś niejasnych powodów krocze położnicy należy najpierw publicznie umyć a następnie publicznie obejrzeć. Jeden lekarz czy położna to mało. W domu… W domu nie przestrzega się też zakazu odwiedzin.